Ewangelicy.pl: W szwajcarskiej prasie często pisze się o lokalnej sytuacji wyznaniowej, którą ksiądz często komentuje: osoby bezwyznaniowe stanowią dziś największą grupę światopoglądową w Szwajcarii. Podczas gdy w latach 70. Kościół reformowany był wciąż największym wyznaniem, dziś należy do niego zaledwie 21%, a do Kościoła rzymskokatolickiego 32%. Czy ten proces sekularyzacji da się jeszcze zatrzymać?
Ks. Rita Famos: To trudne pytanie. W okresie studiów uczestniczyłam w wymianie studenckiej w NRD i na oczy obserwowałam przełom, który nigdy nie wydawał mi się możliwy. Dlatego przyszłość zawsze pozostaje dla mnie otwarta i niechętnie stawiam prognozy. Obecnie zauważam jednak młodzież, której rodzice już nie chodzili do kościoła, a oni nie odebrali religijnego wychowania w sensie praktykowania wiary. Ta młodzież łaknie żywej wiary, wraca do Kościołów i pyta o naukę konfirmacyjną czy czytanie Biblii. To mała nadzieja, że po fali emancypacji od Kościoła mogłaby nadejść nowa faza.
Czy chce ksiądz przez to zasugerować, że w Szwajcarii mamy do czynienia z „revivalem”, podobnie jak we Francji, gdzie wiele osób prosi o chrzest? Czy dotyczy to również Kościoła reformowanego w Szwajcarii?
Nie mówiłabym jeszcze o „revivalu”, ale dostrzegam tęsknotę za wiarą, trwałymi wartościami i duchowością, na którą Kościół reformowany musi odpowiedzieć. Ludzie są miejscami tak oddaleni od Kościoła, że nie mają już nawet uprzedzeń. Po prostu nie wiedzą, czym jest wiara chrześcijańska czy tradycja reformowana i związana z nią praktyka. Wyzwaniem jest teraz zaoferowanie form i przestrzeni, by mówić, wyjaśniać i „literować” wiarę, żeby nie przegapić tego momentu. Mówienie o „revivalu” byłoby przedwczesne – najpierw musimy zacząć działać.
Szwajcaria jest ojczyzną tradycji reformowanej. Co dziś właściwie znaczy „reformowany” w Szwajcarii?
Bycie reformowanym oznacza w Szwajcarii Kościół otwarty, partycypacyjny, egalitarny, demokratyczny i mocno zaangażowany diakonijnie. Te określenia kojarzą się z nami. Z perspektywy społecznej jesteśmy z nimi utożsamiani, choć czasem postrzega się nas jako Kościół nieco nudny, bo akurat nie trafiamy na pierwsze strony gazet.
Za granicą reformowaną Szwajcarię kojarzy się z takimi nazwiskami jak Bullinger, Zwingli i oczywiście Kalwin. Czy te wybitne postaci wciąż odgrywają rolę jako punkty odniesienia czy elementy tożsamości?
RF: Stanowią naszą podstawę, choć w codziennym życiu kościelnym rzadko są przywoływani. Ich wpływ widać w naszej strukturze: Bullingera – w organizacji, Zwingliego – w rozumieniu wolności i duchowym pojmowaniu Wieczerzy Pańskiej, a Kalwina – w ukierunkowaniu na Kościół Słowa. Są fundamentem tego, jak jesteśmy zorganizowani, jak żyjemy wiarą i jak przeżywamy nabożeństwa.
Czy Kościół szwajcarski jest bardziej kalwiński, czy zwingliański?
Jest jednym i drugim. Frankofońska Szwajcaria (Romandia) jest bardziej naznaczona kalwinizmem, z silniejszym odniesieniem liturgicznym i nauką o czterech urzędach, natomiast niemieckojęzyczna Szwajcaria jest wyraźnie zwingliańska. Jesteśmy wspólnotą kościelną łączącą te dwie tradycje.
Czy granica przebiega wzdłuż granicy językowej?
Tak, przebiega dokładnie tam.
A włoskojęzyczni Szwajcarzy w Tesynie?
Tesyn (Ticino) jest kantonem rzymskokatolickim. Reformacja odniosła tam wprawdzie duży sukces, ale w okresie kontrreformacji reformowani zostali wypędzeni i trafili do niemieckojęzycznej Szwajcarii. Przez wieki nie było tam protestantów. Podczas budowy tuneli (lata 70. XX wieku – przyp. red.) wielu inżynierów wyznania reformowanego osiedliło się w Tesynie. Szwajcarzy niemieckojęzyczni wsparli ich w zakładaniu nowych zborów reformowanych. Od 1975 roku nastąpiło uznanie przez władze kantonu. Jest raczej ukierunkowana na zwingliański nurt
Czy pod względem teologicznym, na przykład w rozumieniu Wieczerzy Pańskiej, wciąż istnieją napięcia? Kalwin był pod tym względem nieco bardziej „luterański” niż Zwingli. Czy te aspekty wciąż odgrywają dziś jakąś rolę?
Odczuwamy te różnice, gdy jesteśmy gośćmi w kościołach Romandii – tam liturgia jest bardziej rozbudowana, a rozumienie i sposób celebrowania Wieczerzy Pańskiej są nieco odmienne. Jednak zwinglianie i kalwiniści zażegnali spór o Wieczerzę Pańską już w 1549 roku, zawierając w 1549 r. Consensus Tigurinus (Konsensus zuryski). Niuanse teologiczne i liturgiczne między Szwajcarią niemieckojęzyczną a Romandią traktujemy jako bogactwo. Często bariery językowe i kulturowe między „łacinnikami” z Romandii a „Alemanami” ze Szwajcarii niemieckojęzycznej są większe niż różnice teologiczne.
Obecnie kontrowersje w Szwajcarii budzi tzw. „Plan P”, który ma być odpowiedzią na odczuwalny brak kadrowy w służbie pastorskiej. Wszystkie Kościoły w Europie mają podobne problemy. Kościół w Szwajcarii wpadł na pomysł dopuszczenia do posługi osób bez pełnych studiów teologicznych, co skrytykowali profesorowie teologii. Jaki jest obecny stan sprawy i czy widzi ksiądz realną szansę uzdrowienia sytuacji?
Kształcenie duchownych zorganizowane jest regionalnie, według języka. Mamy pięć wydziałów teologicznych i trzy ścieżki kształcenia do wikariatu (praktyka przed ordynacją – przyp. red.), za które odpowiadają poszczególne Kościoły. Kształcenie praktyczne nie jest przedmiotem obrad ogólnokrajowego synodu EKS. Konkordat kształceniowy Szwajcarii niemieckojęzycznej na razie uchwalił „Plan P” – musi on jeszcze trafić do synodów Kościołów członkowskich. Chodzi o program awaryjny, uruchamiany wyłącznie w przypadku ogłoszonego stanu nadzwyczajnego z powodu braku duchownych. Skierowany jest do osób z wykształceniem akademickim po 55. roku życia, które po rocznym dodatkowym szkoleniu mogą zostać skierowane do zastępczej posługi (jako wikariusze), jednak bez pełnej ordynacji. Mogą w ten sposób stanowić tymczasowe odciążenie, dopóki nie znajdzie się znów wystarczająco dużo regularnych duchownych. Ważne jest podkreślenie, że osoby te nie mogą zostać ordynowane.
Czy ten stan wyjątkowy nie jest już właściwie „nową normalnością” dla Kościołów w całej Europie?
Obecnie tak jest wszędzie, choć mam nadzieję, że nie stanie się to stanem normalnym. Wszystkie Kościoły zrzeszone we Wspólnocie Kościołów Ewangelickich w Europie (GEKE) zadają sobie właśnie pytanie, jak zamierzają zapewnić opiekę duszpasterską dla swoich parfii, skoro coraz mniej osób gotowych jest na podjęcie 6-letnich studiów. Musimy zachęcić wydziały teologiczne do uatrakcyjnienia studiów, a sam Kościół musi być postrzegany jako atrakcyjne miejsce pracy dla młodych ludzi.
Nie tak dawno została ksiądz ponownie wybrana na prezydentkę Ewangelicko-Reformowanego Kościoła Szwajcarii (EKS) i jednocześnie jest ksiądz prezydentką GEKE. Czy międzynarodowa perspektywa wpływa na pełnioną przez ksiądz funkcję „reformowanej biskupki”, jeśli w ogóle można się tak wyrazić?
Nie boję się określenia „biskupka”, choć oficjalnie nazywamy się prezydentami Kościoła. Moja funkcja jest porównywalna z funkcją luterańskich i reformowanych biskupek w innych krajach. Kontekst międzynarodowy jest niezwykle ważny, ponieważ my, ewangelicy, nie mamy Kościoła powszechnego w sensie rzymskokatolickim, który by nas jednoczył, i sami tworzymy wciąż sieci, dzięki którym możemy odczuwać przynależność do Kościoła uniwersalnego. Poprzez funkcję prezydentki GEKE oraz członkostwo w Komitecie Centralnym Światowej Rady Kościołów wnoszę tę perspektywę do Kościoła szwajcarskiego. Zwłaszcza w czasach kryzysu istnieje pokusa zamykania się w sobie; ja jednak chcę wspierać przeciwny kierunek, ponieważ mocno korzystam z kontaktów z innymi Kościołami na całym świecie.
