Protestancki święty i apostoł religijnej prawicy? 75 lat temu zamordowano ks. Dietricha Bonhoeffera

W nocy z 8 na 9 kwietnia 1945, niespełna miesiąc przed kapitulacją III Rzeszy, przetransportowano kilku więźniów z obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie do Flossenbürga. Jednym z nich był luterański teolog ks. Dietrich Bonhoeffer. Wyrok śmierci wykonano w poranek 9 kwietnia przez powieszenie.

9 kwietnia 2020, Redakcja

Wspominanie ks. Dietricha Bonhoeffera w 75. rocznicę jego śmierci odbywa się w ciekawych okolicznościach instrumentalizowania teologa przez środowiska (religijnej) prawicy oraz w kontekście niedawnego odnalezienia listu, jaki Bonhoeffer napisał do Mahatmy Gandhiego i którego miał odwiedzić. Zamiast do Indii pojechał do miejsca, które dziś jest częścią Szczecina.


Koniec i początek

To jest koniec – dla mnie początek życia – powiedział niedługo przed śmiercią Bonhoeffer. To była niedziela, dość niespokojna, bo więźniowie wyraźnie słyszeli odgłosy strzałów, ale wiedzieli, że ich życie się za chwilę skończy. Alianci zdobywali coraz to nowe przyczółki „1000-letniej Rzeszy”.

Zanim wyprowadzono Bonhoeffera z celi do samochodu, poproszono go o wygłoszenie krótkiego rozważania, które oparte było o słowa z Ks. Izajasza: „Jego ranami jesteśmy uleczeni”. Większość współwięźniów było katolikami, co też stanowiło jakieś symboliczne podsumowanie życia Bonhoeffera od młodych lat zaangażowanego w raczkujący ruch ekumeniczny.

Więźniów przetransportowano do obozu Flossenbürg, w którym następnego dnia wykonano wyrok śmierci z nakazu Hitlera za udział Bonhoeffera w spisku Canarisa na życie Hitlera. 

O poranku 9 kwietnia Bonhoeffeorwi kazano się rozebrać do naga. Wszystko odbywa się szybko, a lekarz stwierdzający zgon więźnia powie dekadę później, że w ciągu swojej 50-letniej kariery nie widział człowieka, który by umierał w ten sposób, tak oddany Bogu.

Wraz z Bonhoefferem zginęli inni spiskowcy – adm. Wilhelm Canaris, gen. Hans Oster, kpt. Ludwig Gehre i mec. Karl Sack.

Dr Otto Thorbeck, który przewodniczył sfingowanej rozprawie, został co prawda skazany po wojnie na 4 lata ciężkiego więzienia, jednak przesiedział zaledwie rok, a później został uniewinniony i dożył spokojnej starości, praktykując w zawodzie. 


Niepotrzebna kanonizacja

75 lat po śmierci, Bonhoeffer jest wciąż kontrowersyjnym teologiem – był nim właściwie przez całe życie, a i po II wojnie światowej niekoniecznie chciano go nosić na sztandarach. Dziś jego posąg dumnie spogląda na przechodniów znad głównego wejścia do Opactwa Westminsterskiego, są ulice nazwane jego imieniem, szkoły, kościoły, ośrodki parafialne, są też produkcje filmowe i nawet opera.

Bonhoeffer urósł nie tylko do sumienia powojennych Niemiec, pokazywany jest nawet w podręcznikach do nauki języka niemieckiego dla imigrantów, ale wręcz urósł do rangi głównego „świętego protestantyzmu”, mimo że – teologicznie rzecz ujmując – wszelkie przejawy kultu jednostki w przestrzeni teologii luterańskiej niekoniecznie zgodne są z jej duchem.

Właściwie, uwzględniając luterańską teologię, nie ma przeszkód by mówić o świadectwie życia Bonhoeffera i męczeństwie używając kategorii świętości , jednak amerykański teolog Stephen R. Haynes, autor książki The Bonhoeffer Phenomenon. Portraits of a Protestant saint (pol. Fenomen Bonhoeffera. Portrety protestanckiego świętego) przestrzega przed idealistyczną i bezkrytyczną „kanonizacją” Bonhoeffera, gdyż w ten sposób uniemożliwia się rzeczowe podejście nie tylko do samego teologa, ale przede wszystkim jego teologicznego dorobku.

Dla jednych decydujący był sprzeciw Bonhoeffera wobec nazizmu, jego zaangażowanie ekumeniczne, etyka odpowiedzialności chrześcijańskiej, jak i refleksje teologiczne m.in. o bezreligijnym chrześcijaństwie, a dla innych była to krytyka urzędowej teologii i słynne rozważania nt. taniej łaski.

Jednak, jak przekonuje badacz myśli Bonhoeffera, prof. Torsten Meireis z Wydziału Teologii Ewangelickiej w Bonn na łamach ewangelickiego magazynu Zeitzeichen – autorytet Bonhoeffera nie wynika z perfekcyjności niemieckiego teologa, ani też z powodu jakiś niezaprzeczalnych pozycji teologicznych. Meireis przekonuje, że wyjątkowość Bonhoeffera umiejscowiona jest w jego inspirującym potencjale i to na podstawie jego życia oraz myślenia, jednak ani jego życie ani myślenie nie było przecież pozbawione błędów.

W samym Kościele Wyznającym, który niekiedy w uproszczeniu, ukazywany jest jako niezmącone światło Ewangelii w czasach III Rzeszy w przeciwieństwie do podporządkowanego Hitlerowi Kościołowi Niemieckich Chrześcijan, Bonhoeffer nie miał łatwego życia. Jego pacyfizm nie znajdował – mówiąc delikatnie – większego zrozumienia wśród duchownych Kościoła Wyznającego. Bonhoeffer uznawany za radykały nie był nawet umieszczany na listach modlitewnych Kościoła Wyznającego, gdy ten modlił się o swoich prześladowanych duchownych. Odkrycie Bonhoeffera jako teologa odradzającego się, powojennego, wychodzącego z ideowej kwarantanny Kościoła ewangelickiego nie nastąpiło od razu.

Czas odbudowy kraju, napięcia między Wschodem a Zachodem i wewnętrzne różnice w Kościele, jak należy zmierzyć się z brunatnym dziedzictwem niemieckiego ewangelicyzmu, nie sprzyjały refleksji nad teologiem, którego uznawano za radykała, biorącego udział w zamachu politycznym.

20 lipca 1945 r., w 1. rocznicę zamachu na Hitlera, Kościół Ewangelicki Berlina-Brandenburgii, dla którego Bonhoeffer został w 1931 roku ordynowany na duchownego luterańskiego, skrytykował swojego „świeżego męczennika”, nie wymieniając go nawet z nazwiska i podkreślając, że Kościół Chrystusa nigdy nie może pochwalić zamachu na człowieka. Jeszcze w latach 50. odbył się w Bielefeldzie głośny protest duchownych ewangelickich, nie zgadzających się na nazwanie jednej z ulic miasta imieniem Bonhoeffera. Dziś w Bielefeld jest nawet Parafia Dietricha Bonhoeffera.

Należy jeszcze wspomnieć, że dopiero 6 lat po ponownym zjednoczeniu Niemiec demokratyczne władze RFN otworzyły możliwość całkowitej rehabilitacji Bonhoeffera (finałowe orzeczenie wydano w 1998 r.), a rok wcześniej poczta wyemitowała znaczek z podobizną teologa w 50. rocznicę śmierci Bonhoeffera i zakończenia II wojny światowej. Jeszcze w 1956 roku zachodnioniemiecki sąd stwierdził, że wyrok wydany przez kapturowy sąd SS na Bonhoeffera, który nawet nie miał możliwości obrony, był legalny.

W Kościele proces rehabilitacji teologa zaczął się wcześniej, głównie dzięki przyjacielowi Bonhoeffera i autora jego biografii Eberhardowi Bethge’mu, który również wydawał więzienne listy Bonhoeffera („Opór i poddanie”).

O Bonhoefferze powstało mnóstwo książek, niezliczona ilość opracowań teologicznych, interdyscyplinarnych prac naukowych. Cytaty z Bonhoeffera ozdabiają retoryczne walory kazań, wydawane są książeczki z myślami Bonhoeffera, a teolog chętnie jest cytowany niekoniecznie tylko przez chrześcijan. Szczególnie jego słowa, że Kościół może dopiero wtedy śpiewać swój chorał gregoriański, gdy walczy w obronie Żydów stały się znakiem rozpoznawczym bonhoefferowskiej etyki odpowiedzialności. Myśl tę chętnie podchwycają bojownicy o prawa człowieka, ale – jak się w ponury sposób okazuje – nie tylko oni.


„Moment-Bonhoeffera”

Między innymi za sprawą kontrowersyjnej biografii Bonhoeffera napisanej przez amerykańskiego autora Erica Metaxasa (Bonhoeffer: pastor, agent, męczennik i prorok) doszło do sytuacji, w której Bonhoeffer został zawłaszczony przez radykalną prawicę amerykańską w brutalnej walce politycznej. W swojej biografii Metaxas wystylizował Bonhoeffera na ewangelikalnego bojownika, który nie wahał się mówić niewygodnej prawdy, podejmować trudnych decyzji, wymagających absolutnej i niezłomnej stanowczości. Problem polega jednak na tym, że Metaxas umieścił Bonhoeffera w koleinach narracji ideowo-politycznego sporu Ameryki z przełomu prezydentury Baracka Obamy i Donalda Trumpa, sformatował niemieckiego teologa do bieżących potrzeb obozu religijnej prawicy.

Metaxas ukuł nawet termin „Moment Bonhoeffera”, za pomocą którego wielokrotnie tłumaczył konieczność bezkompromisowych decyzji w imię wyższych celów, nawet jeśli metody są nie do końca właściwe, a liderzy proponowanych przemian – mówiąc delikatnie – dalecy od ideału. I tak, gdy pod koniec drugiej kadencji Obamy amerykańska debata publiczna płonęła od dyskusji na temat imigracji, reformy służby zdrowia, praw mniejszości seksualnych czy zaostrzenia przepisów aborcyjnych Metaxas mówił o „Momencie Bonheoffera”, wskazując, po której stronie sporu stałby dziś „bohater Bonhoeffer”. Poszedł jeszcze dalej i podczas wiecu partyjnego, znów powołując się na „Moment Bonhoeffera”, nazwał Hillary Clinton, demokratyczną kontrkandydatkę Trumpa, „Hitlery Clinton”. W czasie kampanii wyborczej mówił, że wprawdzie Trump nie jest może wymarzonym kandydatem ewangelikalnych fundamentalistów, ale przecież… „Moment Bonhoeffera”. Podczas nieudanej próby impeachmentu Trumpa w kontekście tzw. afery ukraińskiej, również powoływał się na „Moment Bonhoeffera”, nawołując do obrony urzędującego prezydenta.

Nie dziwi zatem, że we Flossenbürgu, gdzie Bonhoeffera zamordowano, ówczesny ambasdor USA Richard Grenell (obecnie dyrektor Wywiadu Narodowego), odsłonił tablicę pamiątkową, na której pojawiło się nazwisko Donalda Trumpa,. Podczas przemówienia przytaczał wyrwane z kontekstu cytaty Bonhoeffera, legitymizując swojego mocodawcę: „Kto żyje swoimi przekonaniami, nie oczekuje poklasku” – mówił w miejscu kaźni ambasador.

A wiceprezydent USA Mike Pence, popularny w ewangelikalnych, jak i protestanckich środowiskach katolickich, wysłał okolicznościowego tweeta, żałując, że nie może osobiście brać udziału w uroczystości i jednocześnie chwaląc ambasadora, że każdego dnia dba o to, że dewiza prezydenta „America First” (Wpierw Ameryka) święci sukcesy w Niemczech… Bonhoeffer i America First.


Czcigodny Mahatmo!

W 2018 roku hinduski historyk Ramachandra Guha odkrył w zasobach Nehru Memorial Museum & Library w New Delhi uważany za zaginiony list Bonhoeffera do Mahatmy Gandhiego. Guha napisał o liście Bonhoeffera w publikacji poświęconej Gandhiemu. Do tej pory znany był jedynie list Gandhiego do Bonhoeffera, zawierający właściwie technikalia związane z ewentualnym przyjazdem, ale nikt nie wiedział, gdzie znajduje się list. Clifford Green, profesor Katedry im. Dietricha Bonhoeffera na nowojorskim Union Theological Seminary zwrócił się do Guhy o udostępnienie oryginału listu Bonhoeffera.

List został opublikowany w brytyjskim Journal of Ecclesiastical History i udostępniony bp. Wolfgangowi Huberowi, byłemu biskupowi Berlina-Brendenburgii i badaczowi teologii Bonhoeffera (w tym roku ukazało się 3. wydanie książki bp. Hubera „Dietrich Bonhoeffer – na drodze do wolności). Kilkanaście dni temu list Bonhoeffera opublikowano w niemieckim przekładzie, którego dokonał bp Huber.

Bonhoeffer napisał list w 1934 r., kiedy przebywał w Londynie. Był tam wówczas duszpasterzem dwóch niemieckojęzycznych parafii luterańskich. List poprzedziły rekomendacje prominentnych przyjaciół Bonhoeffera z ruchu ekumenicznego, a przy okazji dobrych znajomych Gandhiego: był to abp George Bell (biskup Chichester, a później arcybiskup Canterbury) oraz Charles Freer Andrews z Kościoła kwakrów.

W liście Bonhoeffer pisze o „głębokiej, duchowej biedzie”, jaka trawi Niemcy i całą Europę, stwierdzając: „Europa i Niemcy cierpią z powodu niebezpiecznej gorączki i niebawem utracą samokontrolę i świadomość tego, co robią.”

Bonhoeffer podkreśla, że jest pod wrażeniem idei walki bez przemocy, jaką głosi Ghandi, co w sytuacji, w jakiej znajduje się świat, jest szczególnie doniosłe:

„Nie ma sensu przepowiadać przyszłości, gdyż ta jest w rękach Bożych, ale jeśli nie zwodzą nas znaki czasu, wszystko zmierza w najbliższej przyszłości ku wojnie, a następna wojna doprowadzi do duchowej śmierci Europy.”

Bonhoeffer, mający wówczas zaledwie 28 lat (po doktoracie i habilitacji), pisze, że w Niemczech są wielcy teolodzy i wymienia tutaj Karla Bartha, nazywając go swoim nauczycielem i przyjacielem, jednak – stwierdza Bonhoeffer:

żaden z teologów nie pokazuje nam drogi do nowego chrześcijańskiego życia w bezkompromisowej zgodzie z Kazaniem na Górze.

Bonhoeffer prosi Gandhiego o możliwość obserwowania jego ruchu z bliska, pyta o możliwość przyjazdu do pustelni (aśram), wskazanie rodziny, u której będzie mógł zamieszkać i zapracować na swoje utrzymanie w roli domowego nauczyciela.

Niemiecki teolog zapewnia Gandhiego, że jest gotów „ponieść wszelkie ofiary”, aby zostać przyjętym na kilka tygodni. Do wymarzonego wyjazdu do Indii jednak nie doszło. Kaskada wydarzeń i poczucie odpowiedzialności za Kościół i społeczeństwo sprawiają, że Bonhoeffer – mimo próśb przyjaciół i wielu ofert w Europie i poza – wyjeżdża do III Rzeszy.

Bonhoeffer trafił na Pomorze, gdzie w Finkenwalde (dziś Szczecin-Zdroje) założył seminarium teologiczne dla duchownych Kościoła Wyznającego, później zamknięte przez Gestapo.

Życie Bonhoeffera kończy się 9 kwietnia 1945 roku.

Nastaje też nowy początek – jak sam powiedział.


>> Ewangelicy.pl: Setka ma 75 lat

>> Audycja w j. niemieckim o D. Bonhoefferze – rozmowa z prof. Christiane Tietz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Aby wykorzystać treść lub jej fragmenty należy otrzymać pozwolenie redakcji!