Bądźcie posłuszni swoim panom – luteranie przepraszają za 400 lat niewolnictwa

400 lat temu ok. 20 osób uprowadzonych z Afryki przetransportowano do Jamestown w dzisiejszym stanie Wirginia, pierwszej osady angielskich kolonistów. Tak rozpoczęła się historia niewolnictwa w północnoamerykańskich koloniach, która trwała jeszcze długo po ogłoszeniu deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych, a nawet po wojnie secesyjnej.

5 września 2019, Redakcja
nabożeństwo afroamerykańskich niewolników

W niewolniczy przemysł zaangażowani byli od początku protestanci różnych wyznań, a jedynie mniejszość uważała niewolnictwo za grzech.

Debaty prowadzone w ówczesnych Kościołach protestanckich nt. niewolnictwa przypominały w niektórych miejscach prowadzone dziś spory o odczytywanie i rozumienie Pisma Świętego.

Niewolnictwo nie jest wynalazkiem protestanckim, ani nawet chrześcijańskim. Jest fenomenem tak starym jak świat. O niewoli, niewolnictwie i niewoli czytamy również na kartach Pisma Świętego. O ile niewola Narodu Wybranego przedstawiana jest jako ucisk i wyzysk, o tyle instytucja niewolnictwa – zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie nie tylko, że nie była zabroniona, a po prostu przyjmowana do wiadomości. Oczywiście, niewolnictwo w czasach biblijnych i nowożytnych miało inny charakter i przesłanki, jednak było częścią rzeczywistości społecznej, w której żyli Żydzi, a później chrześcijanie.

Fragmenty Pisma Świętego odwzorowujące świadomość społeczno-polityczną starożytnego świata, w którym niewolnictwo było tak samo oczywiste jak brak praw kobiet i dzieci, czy w ogóle brak praw człowieka w dzisiejszym rozumieniu, służyły do uzasadniania zorganizowanego systemu opresji ze strony pojedynczych osób, jak i instytucji w tym Kościołów. Chrześcijanie praktykowali niewolnictwo zarówno przed, jak i po XVI-wiecznej Reformacji.

Pojawienie się afroamerykańskich niewolników, wyrwanych siłą ze swoich życiorysów, zmuszanych do morderczej pracy i traktowanych jak przedmioty, wpłynęło na oblicze chrześcijaństwa w Ameryce Północnej i do dziś ma przeogromny wpływ na życie tamtejszych chrześcijan, w tym też luteran. To historia, która wciąż trwa i rozgrywa się w trwającej walce z rasizmem. 

Właściciele plantacji czy innych gałęzi amerykańskiego przemysłu znaleźli w wierze chrześcijańskiej potwierdzenie dla praktyk niewolniczych. Nie tylko historie ze Starego Testamentu, ale przede wszystkim wypowiedzi Pawła, który kazał niewolnikom, aby byli posłuszni swoim panom, były dla pobożnych, protestanckich posiadaczy niewolników usprawiedliwieniem ich praktyk.

Słudzy, bądźcie posłuszni panom na ziemi, z bojaźnią i ze drżeniem, w prostocie serca swego, jak Chrystusowi, nie pełniąc służby dla oka, jakobyście chcieli ludziom się przypodobać, lecz jako słudzy Chrystusowi, którzy pełnią wolę Bożą z całej duszy (Efezjan 5,6) 

Jeśli bowiem Pismo nie tylko nie zabrania, ale i afirmuje niewolnictwo to cóż może być złego w wypełnianiu woli Pisma, czynieniu ziemi poddaną przy użyciu wszelkich możliwych środków?

Miliony zniewolonych

Ostrożne szacunki historyków mówią o 12 milionach niewolników przetransportowanych z Afryki do Ameryki Północnej. Ocenia się, że 15% z nich nie przeżyło trudu podróży przez ocean. Odbywający się w 1618 roku słynny Synod w Dordrecht – jedno z najważniejszych wydarzeń dla reformowanego nurtu protestanckiego – podjął również temat niewolnictwa. Co prawda ani nie pochwalił, ani nie zakazał niewolnictwa to jednak wypowiedział się w sprawie chrztu niewolników i handlu, zalecając, aby ochrzczeni niewolnicy zostali uwolnieni. Praktyka wyglądała jednak inaczej, gdyż XVI, XVII i kawałek XVIII wieku w zamorskich koloniach upływały pod znakiem debat, czy w ogóle należy chrzcić czarnoskórych niewolników.

Zwolennicy chrztu wychodzili z przekonania, że jeśli Chrystus wydał nakaz chrzczenia wszystkich narodów to polecenie to odnosi się także do pogańskich niewolników, którzy też powinni stać się chrześcijanami. Więcej, uważali, że niewolnik, który przyjmie chrześcijaństwo, będzie bardziej lojalny i wydajny, gdyż w posłuszeństwie do słów Pisma Świętego nie podniesie ręki na swego pana, będzie jeszcze mocniej pracował dla dobra folwarku wypełniając nakaz posłuszeństwa.

Ale czy chrześcijanie mogą zniewalać innych chrześcijan, skoro Chrystus uwolnił wszystkich? Odpowiedź wydawała się prosta i – o czym przekonuje choćby brytyjski historyk reformacji prof. Alec Ryrie – była specyficzną adaptacją Lutrowej nauki o dwóch regimentach opartej na Pawłowych listach.

W praktyce oznaczało to następujący układ: oczywiście, wszyscy chrześcijanie są równi przed Bogiem, w porządku duchowym są siostrami i braćmi („nie masz niewolnika, ani wolnego”, Gal 3,28), ALE w porządku ziemskim (świeckim) winni pod groźbą ściągnięcia na siebie gniewu Bożego, słuchać zwierzchności, słuchać swoich panów, jeśli są niewolnikami (Ef 6,5-8). I właśnie tak to funkcjonowało, choć z biegiem czasu system wyzysku nabierał coraz to nowych form. Co bardziej „oświeceni” i „nabożni” właściciele dochodzili jednak do wniosku, że czarni to jednak ludzie, a nie zwierzęta i należy im się ochrona i opieka, ale w zamian powinni okazać posłuszeństwo i oczywiście dozgonną wdzięczność białym dobroczyńcom. 

Była też i druga opcja panów, którzy przy wsparciu wielu kaznodziejów twierdzili, że nie tylko nie trzeba, ale i nie należy chrzcić czarnych. Dlaczego? Chrzest mógłby wzbudzić w niewolnikach niebezpieczne myśli o równości i wyzwoleniu, podkopać więzi ekonomiczne, zaszkodzić interesom i zachęcić niepokornych niewolników do dalszych żądań. Byli też tacy, którzy uważali, że chrzest w sumie nie ma znaczenia, bo czarni to właściwie nie ludzie, a dzieci demonów, stąd też zabicie niewolnika i prawo do ich posiadania jest po prostu „święte”.

W XVI wieku tylko nieliczni chrześcijanie sprzeciwiali się niewolnictwu, a ich głos był postrzegany jako sekciarskie wichrzycielstwo burzące porządek społeczny i podważające porządek usankcjonowany przez Pismo Święte. Znane są zarówno przed- jak i poreformacyjne dokumenty papieskie zakazujące zniewalania ochrzczonych tubylców, w tym szczególnie ochrzczonych, ale nie robiły one na handlujących większego wrażenia, podobnie zresztą jak odezwy nielicznych protestanckich kaznodziejów. Dochodziło nawet do sytuacji, kiedy władze kolonialne zakazywały publikowania papieskich dokumentów w obawie przed konsekwencjami.

Pierwszym Kościołem protestanckim, który sprzeciwił się niewolnictwu i wystąpił ze stosowną deklaracją byli kwakrzy, którzy jako pierwsi wystąpili w 1688 roku przeciwko niewolnictwu w angielskich koloniach (tzw. Petycja z Germantown), choć historia zna także przypadki kwakrów, którzy posiadali niewolników.

 

Spory o niewolnictwo prowadziły również do podziałów w rodzinie Kościołów protestanckich – jednym z najbardziej znanych jest schizma, jaka dokonała się wśród baptystów. W latach 40. XIX wieku doszło w amerykańskim baptyzmie do rozłamu na tle stosunku do niewolnictwa. Wyodrębniła się Konwencja Południowych Baptystów (SBC), która zdecydowanie opowiedziała się za niewolnictwem i odcięła się od baptystycznych zborów, w tym szczególnie od rosnącej liczby „czarnych zborów”. SBC jest do dziś największą i bardzo wpływową denominacją protestancką w USA, która oficjalnie 2005 roku przeprosiła za niewolnictwo. Jednak schizmy i inne podziały z powodu stosunku Kościołów wobec niewolnictwa, a później rasizmu przetoczyły się praktycznie przez wszystkie Kościoły.

Luteranie i niewolnictwo

A jak zachowywali się luteranie? Amerykański luteranizm był od początku zróżnicowany pod względem narodowościowym – swoje Kościoły mieli luteranie niemieckojęzyczni, a także imigranci przybywający z różnych krajów skandynawskich. Luteranie żyli początkowo w dość hermetycznych językowych społecznościach. Rzadko piastowali eksponowane urzędy (do dziś żaden prezydent USA nie był luteraninem), ale nie oznacza to, że nie byli uwikłani w niewolniczy proceder. Także luterańscy plantatorzy – przynajmniej od lat 30. XVIII wieku posiadali niewolników. Podobnie jak to było w przypadku innych wyznań luteranie z południowych stanów zasadniczo bronili niewolnictwa, a ci z północy sprzeciwiali się – każda ze stron broniła swoich pozycji przytaczając fragmenty Pisma i odpowiednio je interpretując. Oczywiście, przeciwników niewolnictwa nie brakowało na Południu, jak i zwolenników na Północy.

Pewnym przełomem w wewnątrzluterańskich sporach na temat niewolnictwa był tzw. Frankeański Synod (Kościół), który zwołano w 1837 roku w Nowym Yorku. Nazwa Synodu, do którego należeli głownie postępowi luteranie, nawiązywała do niemieckiego pietysty i filantropa ks. Augusta Herrmanna Franckego. Synod mocno opowiedział się przeciwko niewolnictwu i za pacyfizmem. Przez krytyków był oskarżany o rozmywanie luterańskiej tożsamości ze względu na dość luźny stosunek do luterańskich ksiąg wyznaniowych. Struktury Synodu istniały zaledwie 30 lat i zostały wchłonięte przez Generalny Synod Kościoła Luterańskiego w USA, który później utworzył Zjednoczony Kościół Luterański w Ameryce – jest on jednym z historycznych poprzedników dzisiejszego Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła w Ameryce (ELCA).

Ciekawostką synodu z 1837 roku jest nie tylko fakt, że uznał on niewolnictwo za grzech, ale ordynował również pierwszego czarnoskórego duchownego Davida Payne. Należy jednak uściślić, że Payne – wychowany w metodystycznej rodzinie –nie pracował jako luterański duchowny i krótko po ordynacji został skierowany do służb u metodystów. Payne był później jedną z kluczowych postaci Afrykańskiego Metodystycznego Kościoła Episkopalnego, który do dziś jest jednym z najbardziej znanych i wpływowych Kościołów Afroamerykanów w USA.

Przepraszamy

Podczas Synodu ELCA w sierpniu 2019 roku przyjęto tekst dokumentu zaakceptowanego wcześniej przez Radę Kościoła. Dokument o nazwie „Deklaracja ELCA do ludzi afrykańskiego pochodzenia” powstał na wniosek ADLA – organizacji skupiającej czarnoskórych luteran – stwierdza:

Kościół Ewangelicko-Luterański w Ameryce (ELCA) przeprasza ludzi afrykańskiego pochodzenia za swoje historyczne uwikłanie oraz trwałe dziedzictwo rasizmu w USA i globalnie. Ubolewamy nad porażką Kościoła białych w jego działaniach zmierzających do zniesienia niewolnictwa oraz rozpaczamy z powodu trwania rasizmu w Kościele. Wyznajemy winę, pokutujemy i potępiamy czasy, w których Kościół milczał w obliczu rasowej niesprawiedliwości.

>> Pełny tekst dokumentu wraz z historycznym wprowadzeniem oraz omówieniem kontekstu jego powstania można przeczytać tutaj

 

Droga amerykańskiego luteranizmu do pełnego włączenia czarnoskórych współwyznawców w kościelnych krwiobieg była długa. Ikoną tego procesu jest ks. Jehu Jones (1786–1852), misjonarz i przedsiębiorca, założyciel jednego z pierwszych luterańskich zborów, w których modlili się Afroamerykanie.

Pierwszym biskupem luterańskim pochodzenia afroamerykańskiego w USA był zmarły w 1996 roku ks. Nelson Wesley Trout, który w 1987 r. został biskupem diecezji Południowego Pacyfiku Amerykańskiego Kościoła Luterańskiego (później część ELCA). Dopiero w 1979 roku ordynowano pierwszą Afroamerykankę do służby w amerykańskim Kościele luterańskim – była nią ks. Earlean Miller. Kolejny przełom nastąpił zaledwie rok temu (2018) – dwie diecezje w odstępie jednego dnia wybrali na biskupów diecezji dwie kobiety bp Patricia A. Davenport (Południowo-Wschodnia Pensylwania) oraz bp Viviane Thomas-Breitfeld (Południowo-Środkowe Wisconsin).

Choć niewolnictwo mocno związane jest z rasistowską ideologią to jednak praktykowane jest w wielu innych przestrzeniach, na co zwracają uwagę Kościoły i chrześcijanie różnych wyznań, także poprzez działania ekumeniczne. O problemie niewolnictwa przypomniała także niedawno Światowa Federacja Luterańska. Nie na sprzedaż jest człowiek – hasło to było jednym z trzech tematów podczas obchodów 500-lecia reformacji w 2017 roku:

Wyzwalająca Ewangelia Jezusa Chrystusa odnosi się do ludzkiej sytuacji w każdym czasie. Luteranie nie utknęli w XVI wieku. Nasza teologia, podkreślająca wyzwalającą łaskę Bożą, dotyczy także teraźniejszości. Tak więc, ogłaszamy, że ludzie nie są na sprzedaż. W niektórych krajach, zagraniczni robotnicy pracują w nieludzkich warunkach. Pytamy zatem: czy niewolnictwo naprawdę się skończyło? Czy może znalazło inne, bardziej subtelne sposoby, aby kontynuować nieakceptowalną praktykę wyzysku pracowników, w tym dzieci i kobiet? Od stuleci handel ludźmi wciąż jest dla tysięcy ludzi koszmarem, który stoi w jaskrawej sprzeczności wobec wyzwalającej miłości Boga.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Aby wykorzystać treść lub jej fragmenty należy otrzymać pozwolenie redakcji!