Pamiętam Duszpasterza – wspomnienie ks. Mariusza Wernera

Dokładnie nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy spotkałem ks. Mariusza Wernera, ale na pewno był to 1994 rok, gdy po raz pierwszy w życiu pojawiłem się w kościele ewangelicko-augsburskim św. Mateusza w Łodzi. Ks. Mariusza, który wówczas przebywał w szpitalu, tymczasowo zastępował ks. Marcin Undas ze Zgierza, gdzie przez lata proboszczem Parafii był ks. Werner i tam też wybudował nowy kościół ewangelicki Opatrzności Bożej (stary zniszczyli Niemcy).

25 października 2020, Redakcja

W pamięci mam krótki wywiad, jakiego ks. Werner udzielił łódzkiemu oddziałowi Telewizji Polskiej. Był podpis: „ks. konsenior Mariusz Werner, Parafia Ewangelicko-Augsburska św. Mateusza w Łodzi”. Nie wiedziałem wtedy, kim jest ks. Werner, nie wiedziałem czym, a raczej kim jest Kościół ewangelicki, a już zupełnie nie wiedziałem, kim właściwie jest ten ‘konsenior’.

Księdza Proboszcza po raz pierwszy zobaczyłem podczas niedzielnych nabożeństw, gdyż pracą duszpasterską z młodzieżą zajmował się wówczas wikariusz ks. Marek Londzin. Nie chciałbym popadać w zbytni sentymentalizm, ale to, co wryło mi się w pamięć to specyficzna delikatność i duchowość ks. Wernera, która nie była maską czy ubiorem niczym toga z albą zakładane na czas liturgii, ale sposobem bycia chrześcijaninem, także poza nabożeństwem, a może nawet przede wszystkim poza nabożeństwem. Ks. Werner na ambonie mówił tak samo jak w życiu codziennym – nie przybierał uroczystego tonu, mówił normalnie i do człowieka. Jego głoszenie było takie jak on – nie narzucające się, zrozumiałe, zapraszające, a przede wszystkim skoncentrowane na Chrystusie i Jego Krzyżu.

A duchowość? Wiem, że pewne etykietki czy nazywanie rzeczywistości duchowej w Kościele to często rzecz umowna i jednocześnie kontrowersyjna, ale wspominając później już liczne rozmowy z ks. Mariuszem Wernerem zawsze odnosiłem wrażenie, że ks. Werner prezentował dość charakterystyczną pobożność kościelnego pietyzmu z otwartymi ramionami, oczami i uszami, takiej wrażliwej kościelności, głęboko pobożnej, ale niedewocyjnej. Przychodzą mi do głowy obrazy z nabożeństw komunijnych, jego śpiew i zaproszenie: ‘Pan niech będzie z wami (…) Wznieście swe serca (…) Dziękujmy Panu Bogu naszemu’ czysto wyśpiewywane spod okularów z grubymi oprawkami.

Pamiętam wspólną podróż do Niemiec z chórem parafialnym śladami reformacji – do Wittenbergi, Eisleben, Erfurtu i Eisenach, jak to przeżywał i jak się bardzo cieszył.

Pamiętam też liczne rozmowy i ten specyficzny, nienachalny sposób bycia. Zewnętrznie będę go pamiętał w marynarce, koszuli i ciemnym krawacie, a do tego zawsze uśmiechniętym, bo gdy się uśmiechał to jakby się śmiał całym sobą. Był przychylny wobec człowieka, czego sam wielokrotnie doświadczyłem. Był duszpasterzem niezwykłej klasy i wyczucia, ale też wyrozumiałości.

Pamiętam, jak swego czasu udzielił mi – nazwijmy to – reprymendy. Gdy był już na emeryturze, poprosiłem go o odnalezienie jakiejś informacji dotyczącej historii Kościoła i przyznam się, że zapomniałem, że miałem zadzwonić, przyjść i odebrać. Pewnego dnia zadzwonił do mnie: ‚Darku, co u Ciebie słychać? Czy wszystko w porządku? Wiesz, prosiłeś mnie o znalezienie kilku materiałów, poszukałem i znalazłem, ale nie zadzwoniłeś i nie przyszedłeś‚. Było mi wstyd i strasznie głupio, ale gdy się spotkaliśmy nie było ani złości, ani żalu – był uśmiech i dobra kawa.  

Pamiętam, że gdy zbliżał się dzień mojej konwersji poprosiłem już nowego proboszcza – bp. Mieczysława Cieślara, czy mógłby być obecny także ks. Mariusz Werner. Biskup się zgodził, a ks. Mariusz wraz z ówczesnym wikariuszem ks. Bogusławem Milerskim poprowadzili nabożeństwo, którego nigdy nie zapomnę.

Pamiętam też, jak przy którejś rozmowie mówiliśmy o jego służbie w Kościele. Opowiadał jak przed wieloma latami, gdy nie dysponował samochodem, jechał (chyba motocyklem) w łódzkie strony do małej grupy wiernych, która czekała na nabożeństwo. I choć ks. Mariusz spóźnił się z powodu śnieżycy i innych perypetii parę godzin to ludzie czekali. Nie opowiadał tego w sposób autopromocyjny czy pyszny, ale po prostu jako o doświadczeniu. Takich rozmów było wiele, choć – niestety – za mało. Bardzo tego żałuję.

Pamiętam też nabożeństwo z okazji 50-lecie ordynacji ks. Mariusza Wernera i ogromne wzruszenie, szczególnie samego Proboszcza, jak nie tylko wspominał, ale też dziękował, szczególnie swojej Małżonce Elżbiecie, która była z nim wtedy i do ostatnich chwil życia, gdy w pokoju odszedł do swojego Pana. Na owym jubileuszu każda z osób otrzymała kartę pamiątkową z Różą Lutra i mottem biblijnym: „Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem”.

Odpoczywaj w pokoju, Księże Proboszczu. Dziękuję za wszystko. Do zobaczenia…

Dariusz Bruncz


Nabożeństwo żałobne śp. ks. Mariusza Wernera będzie miało miejsce w kościele św. Mateusza w Łodzi, we wtorek 27 października 2020.  Początek o godzinie 13.00.  Uroczystość na cmentarzu odbędzie się w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół. 

Transmisja z kościoła będzie dostępna na kanale YT Parafii Ewangelicko-Augsburskiej św. Mateusza w Łodzi.

Życzeniem rodziny jest, aby zamiast kwiatów i wieńców, złożyć ofiarę na diakonię parafii w Łodzi:
Nr konta: 47 1050 1461 1000 0022 6489 9416


>> Biogram śp. ks. Mariusza Wernera



 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Aby wykorzystać treść lub jej fragmenty należy otrzymać pozwolenie redakcji!