Szwarccharakter reformacji – 500 lat temu zmarł o. Jan Tetzel
W zależności od punktu widzenia dana postać historyczna może być postrzegana pozytywnie lub negatywnie. Rzadko kiedy oceny są jednoznaczne ponad podziałami, ale jubileusze – mniej lub bardziej okrągłe – zachęcają do nieco innego spojrzenia także na postaci oceniane na ogół negatywnie. 11 sierpnia minęła 500. rocznica śmierci jednego z najbardziej eksponowanych przeciwników Lutra – dominikanina o. Jana Tetzla, prominentnego sprzedawcy odpustów.
W słynnej ekranizacji „Luter” (2003) dominikańskiego mnicha Jana (Johann) Tetzla grał znany brytyjski aktor Alfred Molina, wcielający się najczęściej w postaci raczej negatywne – był złowrogim hiszpańskim biskupem Aringarosą z Opus Dei w filmie Kod Da Vinci, doktorem Octopusem w Spidermanie, a wcześniej wspominanym Tetzlem. Surowość, bezwzględność i fanatyzm przylgnęły do dominikańskiego mnicha. Więcej, na rycinach przedstawiany był jako niechlujny mnich z nadwagą (nie to co Luter!), a w innych jeszcze drukach ulotnych jako zaślepiony hochsztapler, gdy tymczasem o. Johann Tetzel OP był postacią nietuzinkową, doskonale wykształconą, a co do wyglądu – trudno powiedzieć, gdyż nie wiemy, jak naprawdę wyglądał.
Tetzlowi przypisuje się ukucie sloganu reklamowego na rzecz odpustów o monecie, która, gdy tylko wyląduje w skrzyni, dusza z czyśćca ulatuje ku niebiosom. Powiedzonko związane było z przekonaniem, że nabycie odpustu skraca czas kary odbywanej w czyśćcu i przyspiesza przejście do nieba. Specjalny taryfikator określał, jaką wartość mierzoną w latach ma dany list odpustowy. Nie tylko zresztą listy odpustowe, ale i pielgrzymki do relikwii – w samej Wittenberdze było ich w przededniu reformacji 17 tys. – motywowały rodziny zmarłych do nadzwyczajnych poświęceń. Nie ma jednak żadnych dowodów, że to akurat Tetzel wymyślił frazę o monecie wpadającej do skrzynki.
Są natomiast dowody na znakomite wykształcenie samego sprzedawcy odpustów i przebywającego przez pewien czas inkwizytora – Tetzel, którego data urodzin nie jest dokładnie znana – urodził się, podobnie jak Luter, w Saksonii. Odebrał solidne wykształcenie, dysponował imponującą siecią kontaktów, cieszył się szacunkiem w swoim zakonie i z pewnością był świetnym kaznodzieją– zresztą, byle komu papież Leon X nie powierzyłby kierowania kampanią odpustową, z której dochód szedł na budowę bazyliki św. Piotra i spłacenie wierzytelności arcybiskupa Moguncji za nielegalne gromadzenie godności kościelnych. Tetzel pomieszkiwał w Krakowie i Głogowie, był też w Szczecinie. Był też papieskim inkwizytorem na Polskę.
Jak przekonuje rzymskokatolicki teolog o. Tomasz Gałuszka OP w książce „Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła” (Poznań 2016): „Tetzel przedstawiał w kazaniach prawidłowe nauczanie o odpustach, ale nie trafiał z nim do słuchaczy.” Inna sprawa, że nauka o odpustach nie była definitywnie „uporządkowana”, co uczynił dopiero pod wpływem reformacji Sobór Trydencki. Już po wystąpieniu Lutra i w odpowiedzi na jego tezy, dominikanin przedstawił – jak pisze o. Gałuszka, „zdrową, oparta na poglądach św. Tomasza, naukę o odpustach. Publikacje te pozwoliły mu w 1518 roku uzyskać tytuł mistrza świętej teologii.”https://www.youtube.com/watch?v=PeFQUUi65d4
Marcin Luter usłyszał o Tetzlu najprawdopodobniej w maju 1516 roku. Dominikanin sprzedawał odpusty niedaleko Wittenbergi – do miasta wejść nie mógł, bo robiłby konkurencję późniejszemu protektorowi Lutra księciu Fryderykowi Mądremu, który sam potrzebował pieniędzy na utrzymanie dworu i dość młodego uniwersytetu, na którym zatrudnił Lutra. Ten o działalności Tetzla dowiedział się zapewne od wiernych. 95 tez Lutra godziły w interesy wielu beneficjentów odpustowego przemysłu stąd też konfrontacyjne tezy Lutra, jak i fakt, że wittenberski profesor teologii wywodził się z konkurencyjnego zakonu augustianów, nie mogły spodobać się ani Tetzlowi, ani dominikanom, choć – o czym już przy okazji dominikańskiego jubileuszu informowaliśmy – niektórzy z nich wsparli reformację, ponosząc czasem męczeńską śmierć.
Koniec życia o. Tetzla nie był najszczęśliwszy – zmarł w 1519 roku w niezbyt dobrej opinii. Oskarżano go o defraudację i nieobyczajne prowadzenie się. Już na łożu śmierci dostał niezwykle ciepły i pojednawczy list od Lutra, który starał się go umacniać w wierze w Chrystusa i zapewniał, że nie widzi w nim wroga, ale sługę Kościoła. Przywoływany już o. Gałuszka przybliżając polskim czytelnikom postać współbrata napisał: – Tetzel miał tego pecha, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu, jednak nie był tępym półgłówkiem – jak nie raz przedstawiają go historycy. Według polskiego dominikanina, postać Tetzla wymaga nowego spojrzenia, a nawet rehabilitacji, a on sam nie był bezpośrednią przyczyną „wybuchu” reformacji.