Thomas Kaufmann: Odkupieni i potępieni – wielobarwna historia reformacji

Jak opowiedzieć historię reformacji, aby jej nie przegadać, a przy okazji nie utknąć w koleinach szablonów, ewentualnie nie odpłynąć w naukowy żargon czytelny tylko dla grona wtajemniczonych? 

7 lutego 2019, Redakcja

Gdyby istniała prosta odpowiedź na to pytanie, książek o dziejach reformacji, unikających szkolnej maniery lub spełniających rolę kościelnej apologetyki, byłoby wiele. Tak jednak nie jest. Ciekawa opowieść o reformacji w jej interdyscyplinarnych aspektach i słusznej objętości udała się wybitnemu specjaliście od historii reformacji – Thomasowi Kaufmannowi, profesorowi teologii ewangelickiej z Getyngi.

Wydana na początku 2016 roku książka „Odkupienie i potępienie. Historia reformacji” nie jest monumentalnym opracowaniem na miarę „Reformacji” Diarmaida MacCullocha, co akurat nie jest jej wadą, a wręcz zaletą. Kaufmann umożliwia czytelnikom, także powierzchownie zapoznanym z tematem, naprawdę interesujący spacer po dziejach reformacji. Wędrówka rozpoczyna się na długo przed 1517 rokiem i, zgodnie ze stanem najnowszych badań, nie ogranicza się jednostronnie do aspektów politycznych, ekonomicznych, społecznych, komunikacyjnych czy wreszcie teologicznych – ukazuje panoramiczne spektrum zerwań i kontynuacji, twórcze połączenie dziedzictwa z nadciągającą odnową, a czasami rewolucją w postaci indywidualnej bądź wspólnotowej rebelii.

Kaufmannowi mądrze i dynamicznie udało się ukazać reformację w złożoności zbiegu przypadków, determinizmu i celowych działań, zmierzających do obrony lub obalenia nowego porządku. Nie jest jednak Kaufmann architektem zupełnie nowych założeń, ale posługując się doskonałym warsztatem nie tyle buduje, co tworzy ruchomy obraz reformacji, demaskując miejscami pozorne oczywistości. Już na wstępie (11) stwierdza, że kojarzone z reformacją hasło ecclesia semper reformanda, ekumenicznie ponownie odkryte podczas Soboru Watykańskiego II, nie zostało wymyślone przez protestantów do dziś spierających się, czy wynikało ono bardziej z tradycji Lutra czy obozu reformowanego, ale wpisuje się ono w średniowieczne zmagania z religią w jej wymiarze duchowym, jak i instytucjonalnym. Na podstawie tekstów źródłowych Kaufmann przekonuje, że co do intencji hasło było motorem działań podczas soboru w Konstancji, który miał nie tylko zakończyć trwającą nieznośnie długo schizmę w Kościele zachodnim, ale i uporządkować dogmatyczny korpus Kościoła zachodniego po wyzwaniach, jakie nagromadziły się począwszy od Valdo, Wycliffa, a na Husie skończywszy. Ten ostatni, jak wiadomo, poniósł na soborze męczeńską śmierć.

Fake newsy i Kancelaria Pana Boga

O mało co na stosie nie wylądował Luter, który miał jednak więcej szczęścia niż Hus. A szczęście to miało wielu ojców i matek – była to nie tylko mniej lub bardziej bezinteresowna przychylność elektora saskiego Fryderyka Mądrego, spory między europejskimi władcami i papiestwem o hegemonię i bogactwa, wpływy i splendor, zagrożenie tureckie, ale też druk, bo jak twierdzi Kaufmann:

Luter był pierwszym prawomocnie skazanym kacerzem, który swoje ocalenie zawdzięcza mediom drukowanym. (354)

I rzeczywiście rewolucja medialna, która zbiegła się z reformacją, więcej, uratowała ją i spopularyzowała, jest również istotnym czynnikiem w opowieści Kaufmanna. Autor pokazuje, jak gigantyczne było zainteresowanie ideami Lutra, przywołując historię bazylejskiego drukarza Johannesa Frobena, który już na początku 1519 r. entuzjastycznie pisał do Lutra, że pierwsze wydanie dotychczasowych dzieł wittenberskiego reformatora to bestseller we Francji, Włoszech, Anglii i nawet Hiszpanii. Froben dodaje, że jeszcze nigdy tak wiele nie sprzedał. W czasach, w których nie istniały prawa autorskie, a dzieła Lutra ukazywały się również anonimowo lub pod nazwiskiem Erazma z Rotterdamu, nikt nie miał pełnego rozeznania, gdzie i jak kolportowane są publikacje lub kto właściwie jest autorem słów.

Ponadto funkcjonowały w obiegu fałszywki lub przeróbki dzieł jako oręże walki z przeciwnikiem, Informacyjny szum i fake newsy są nie tylko domeną XXI wieku. Kaufmann pokazuje również, jak dynamicznie zmieniał się rynek publikacji reformacyjnych – w samych tylko Włoszech do 1560 roku istniały 54 tłumaczenia dzieł reformacyjnych. Aż 14 z nich to pisma Lutra. Dlatego też Kaufmann, raczej niechętny pompatycznym deklaracjom, diagnozuje, że:

w tej medialnohistorycznej i komunikacyjnej dynamice mówienie o nowoczesnych tendencjach w reformacji jest nie tylko odpowiednie, ale i nieodzowne. (225)

A propos Lutra. Historyk z Getyngi unika skrajnych narracji, ukazujących Lutra albo jako produkt uboczny epokowych tarć albo Herkulesa, który na plecach poniósł europejską reformację (już w latach 20. XVI wieku pojawił się drzeworyt autorstwa mistrza Hansa Holbeina ukazujący Lutra jako ‘Herculesa Germanicusa’ w mniszym habicie, gromiącego maczugą scholastycznych teologów). Kaufmann stwierdza, że postawienie Lutra na początku tej historii, nie może oznaczać wypchnięcia go w sferę monumentalności (17), ale konieczne jest spojrzenie na reformatora w jego złożoności i sprzeczności, wielkości i małości, zaciekłości i delikatności. Stąd też Luter jest dla Kaufmanna „niespokojnie poszukującym, człowiekiem stawiającym sobie nadmierne wymagania i kimś nieszczęśliwie gnanym” (97) przez sekwencje wydarzeń, które z pewnością przerosły samego reformatora. Także wściekłość Lutra na papiestwo i jego Kościół (Papstkirche), tłumaczy Kaufmann… miłością (88), a raczej miłosnym zawodem kogoś, kto bez reszty kochał coś lub kogoś, co na jego oczach jest niszczone przez najemników.

W tym kontekście bardziej czytelny jest owiany legendą akt spalenia przez Lutra przy Bramie Elsterskiej bulli papieskiej i prawa kanonicznego. Nie była to jednak, jakbyśmy dziś powiedzieli, ustawka czy happening, ale w rozumieniu Lutra akt wiary (128), za pomocą którego reformator de facto przypisał sobie prawo zastrzeżone dla władzy kościelnej – sekwestracji (konfiskaty ksiąg) i palenia nieprawomyślnych ksiąg. Nie tylko w przypadku ogłoszenia lub domniemanego przybicia tez, ale także paląc bullę, Luter nie dokonał niczego nowego – nawiązał do praktyk (przed)inkwizycyjnych, akrybicznie opisanych przez Hermanna Rafetsedera, a zawierających rytuały egzekucji ksiąg i dzieł. Czy był to przejaw dumy, pychy czy demonstracja prorockiej samoświadomości? Zapewne wszystko naraz w różnych ilościach.

Publicystyka to nie tylko początki reformacji. To także kontynuacja sporu już po śmierci wielkich reformatorów, w tym szczególnie Lutra. Mieszkańcy Magdeburga dość wcześnie opowiedzieli się po stronie reformacji, a przeciwko niej – arcybiskup oraz kapituła katedralna. Gdy po śmierci Lutra i porażce ewangelików w I wojnie szmalkaldzkiej próbowano narzucić ewangelikom Interim augsburskie (1548), przejściowy kompromis na drodze do przywrócenia jedności z Rzymem, miasto się zbuntowało. Magdeburg obłożono cesarskimi sankcjami i zdecydowano się na oblężenie. Nieco później, na przełomie 1549/1550, z inicjatywy pierwszego ewangelickiego biskupa i przyjaciela Lutra, Nikolausa Amsdorfa, utworzyła się grupa publicystów, która nazwała się „Kancelarią Pana Boga” (Herrgotts Kanzlei). Później nazwę odnoszono również do całego miasta. Oprócz Amsdorfa działało w niej wielu teologów, w tym uczeń Lutra Erasmus Alber, a także Nikolaus Gallus i Matthias Flacius. Wspierana przez władze miejskie „Kancelaria” wytoczyła ciężkie działa publicystyczne przeciwko arcybiskupowi Magdeburga. Z równą determinacją walczyła z grupą teologów wokół Filipa Melanchtona, gotowymi na kompromis raz z katolikami, a raz z reformowanymi.

„Kancelaria” ogłosiła Magdeburg ostoją prawowierności, prawdziwą służebnicą, miejscem, gdzie ma odbyć się ostateczna walka o prawdę. Posłużono się nawet grą językową, dopatrując się w apokaliptycznym Armagedonie (Obj 16,16) właśnie Magdeburga. Jak pokazuje Kaufmann (292), tylko w latach 1548-1552 „Kancelaria” wyprodukowała ok. 450 publikacji, które odbiły się szerokim echem w całej Europie. „Kancelaria” miała oprócz narzędzi literackich również wizualne. Pisma były bogato ilustrowane, a przykładem jest powstałe na przełomie 1549/1550 dziełko Flaciusa o ironicznym tytule „Niewinna komża adiaforystów”. Tekst zaopatrzony jest w ryciny ukazujące diabła ubranego w długą komżę, będącą symbolem katolickiego rytu podejrzanych o zdradę zwolenników augsburskiego interim.

Kolorowe średniowiecze

Książka Kaufmanna wciąga od początku, szczególnie w części ukazującej niezwykłą różnorodność średniowiecznej christianitas. Autor pokazuje, że średniowieczna Europa nie wisiała w duchowej próżni. Było zupełnie odwrotnie. Właściwie reformacja – co można wywnioskować z wywodów Kaufmanna i anglosaskich historyków – nie byłaby możliwa, gdyby napotkała na katastrofalny stan duchowości. Różnorodność religijnej oferty zdumiewa: to nie tylko oficjalny Kościół w mozaice zgromadzeń zakonnych, bractw, ale też różne nurty pobożności maryjnej, chrystocentrycznej z naciskiem na mistykę (62), to różne szkoły duchowości (devotio moderna), czasem sprzeczne, czasem komplementarne. To także ogromny rozwój budownictwa sakralnego. Nawet fakt wielkiej popularności przemysłu odpustowego, „fiskalizacji zbawienia” (70), pokazuje, że ówczesne chrześcijaństwo nie było teatrem znudzonych aktorów. Jeszcze trzy lata po wystąpieniu Lutra zainteresowanie odpustami na terenach saksońskich wciąż było ogromne, a sprzeciw Lutra i środowisk humanistycznych dość umiarkowanie docierał do prostego ludu.

Trudne relacje Lutra z humanistami, z Erazmem szczególnie, pokazują też wielowątkowość wzajemnego oddziaływania. Kaufmann przekonuje, że humanistyczne hasło ad fontes (do źródeł) było właściwie pierwszym wezwaniem do historyczno-krytycznej relatywizacji świętych tekstów, w tym także prawa kanonicznego (79). Przemożna rola Pisma Świętego prowadziła do dekonstrukcji lub przynajmniej zachwiania dotychczasowych instancji, będących nośnikami autorytetu Kościoła. Kaufmann ukazuje to celnie na przykładzie sporu szwajcarskich reformatorów z biskupem Konstancji (151), podczas którego nie tylko reformatorzy zostali zobowiązani do uzasadnienia swoich poglądów na podstawie świadectwa Pisma Świętego, ale też strażnicy dotychczasowego porządku.

Lektura książki Kaufmanna często prowokuje zasadnicze pytanie, jak w świetle znanych nam faktów reformacja była w ogóle możliwa. Kaufmann nie serwuje jednak gotowych odpowiedzi, ani też nie zaprasza czytelnika na spacer po labiryntach spekulacji. Raczej stawia pytania o scenerię i jej tło, stara się o perspektywę możliwie szeroką, która doceni reformację w jej skali mikro i makro, a także w jej produktywności:

Jeszcze nigdy łacińsko-europejska christianitas nie debatowała nad tyloma podstawowymi pytaniami wiary jak w latach 1520-1530. (225)

Reformacja i wpływy

Kaufmann unika pytania, czy reformacja się udała czy nie, przede wszystkim dlatego, że postrzega ją w wymiarze kościelnym jako proces wciąż trwający. Autor bardziej interesuje się tym, na ile reformacja wpłynęła na powstanie nowoczesności, w jakiej mierze przyczyniła się do zmian w postrzeganiu państwa, praw człowieka i ekonomii. Jest to szczególnie ważne w kontekście często formułowanych tez z pozycji antyprotestanckich, ale też idyllicznej narracji niektórych środowisk protestanckich. Można zaryzykować stwierdzenie, że u Kaufmanna reformacja wpisuje się w dziejową tradycję wielu ruchów religijnych, w tym samego chrześcijaństwa, które stopniowo przechodzą od rewolucyjnej witalności do okrzepnięcia. W kontekście tworzenia się państw nowożytnej Europy z coraz silniejszą świadomością „narodową” reformacja jest czynnikiem współdeterminującym rozwój wydarzeń, ale sama też ulega w instytucjonalnym wymiarze znaczącym przeobrażeniom:

W momencie, gdy reformacja została upaństwowiona, stawała się restauratywna. Po gorącej fazie przyspieszonej zmiany, tempo przemian spowolniło się. (335)

A więc: reformacja dorosła, przeszła ze stadium destabilizacji obowiązującego porządku do stabilizacji i konserwacji nowego. W różnorodności swoich manifestacji nie prowadziła nieuchronnie, jak przekonuje Kaufmann (366), ku nowoczesności, jednak na wiele sposobów wpłynęła na nią, przyspieszyła i wspierała. Wpisała się w niezwykle kompleksowy proces transformacji życia w dosłownie wszystkich jego aspektach. Podobnie w przypadku sekularyzacji reformacja nie była sama w sobie przyczynkiem do jej rozwoju, ale pluralizacja zachodniego chrześcijaństwa, która wraz z reformacją wkroczyła na światową arenę idei przyczyniła się do wzrostu tendencji sekularystycznych, laickich i ateistycznych (359).

Przywołując ciekawe źródła i postaci z XVIII-XX w., Kaufmann pokazuje, jak rodziło się rozumienie i interpretacja reformacji. Mówi wręcz o „kulinarnym traktowaniu reformacji” począwszy od oświecenia aż po XX wieku, gdy w duchu danej epoki koncentrowano się na często wyizolowanym aspekcie reformacji i maksymalizowano jego znaczenie. Obchody jubileuszowe 1617, 1717, 1817 i 1917 doskonale to pokazują. Nie inaczej będzie/jest też w 2017, choć pod wieloma względami jest to zupełnie inna hermeneutyka i zupełnie inny protestantyzm.

Kaufmann wychodzi poza europejski krąg, przybliża reformację w różnych zakątkach Europy, także w Polsce, i ukazuje jej dzisiejsze oblicze tam, gdzie nie widać śladów zniechęcenia czy odwrotu. Poruszającym przykładem jest chociażby recepcja teologii krzyża w Afryce, gdzie dla tamtejszych luteran kazanie Lutra z 1533 r. dotyczące zarazy jest dla nich inspiracją w walce przeciwko stygmatyzacji osób zakażonych wirusem HIV, a z kolei w Ameryce Południowej orężem przeciwko ekspansji nowej teologii chwały w postaci potężnych ruchów zielonoświątkowych, wyznających nierzadko teologię sukcesu.

Epilog książki Kaufmanna to bardziej teologiczne niż historyczno-naukowe zaproszenie do rozważenia katalogu pytań związanych z wczesnym etapem reformacji jako źródłem inspiracji i uczenia się od nowa kultury sporu, otwartości, odwagi zmagania się z nowym i starym, a przede wszystkim koncentracji na Chrystusie jako dawcy zbawienia, przyjacielu ludzi, pobożności, która nie pozostaje w murach świątyń, a wychodzi w świat, mówi różnymi językami.

Ta reformacja jeszcze nie nastąpiła – uważa Kaufmann.


Thomas Kaufmann, Thomas: Erlöste und Verdammte. Eine Geschichte der Reformation. 3. wyd, München 2017, ISBN 978-3-406-69607-7, S. 508.

>> Spis treści i krótki fragment książki (C.H.Beck)

>> Omówienie książki na antenie SWD

DB


Thomas Kaufmann: Erlöste und Verdammte. Eine Geschichte der Reformation, 2. wyd., München 2017, S. 508.

Luter2017.pl: Reformacja czy reformacje? Krytyczne spojrzenie szkockiego historyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Aby wykorzystać treść lub jej fragmenty należy otrzymać pozwolenie redakcji!