Reformacja – odwaga do zmian

Reformacja to nic innego niż odnowa, gotowość na zmiany. Niby wiemy, że życie składa się w praktyce ze zmian, ale z drugiej strony robimy wiele, by zmian unikać. A przecież zmiany to oczywistość. Jedyną płaszczyzną dyskusji jest tylko tempo i głębokość zmian. Tylko najwięksi głupcy mogą myśleć, że da się zmian uniknąć na dłuższą metę.

31 października 2020, Redakcja

Reformacja to nic innego niż odnowa, gotowość na zmiany. Niby wiemy, że życie składa się w praktyce ze zmian, ale z drugiej strony robimy wiele, by zmian unikać. A przecież zmiany to oczywistość. Jedyną płaszczyzną dyskusji jest tylko tempo i głębokość zmian. Tylko najwięksi głupcy mogą myśleć, że da się zmian uniknąć na dłuższą metę.

Próbowano tego w różnych czasach i na różnych płaszczyznach. Czas brutalnie weryfikował taką postawę. Na skalę makro takim „zakonserwowaniem” sporej części świata, był Kongres Wiedeński 1815r. Jego konsekwencje niemal 100 lat później przyniosły katastrofę I wojny światowej, a niedługo później kolejnej. Historycy do dziś wzdychają, co by było, gdyby Wiosna Ludów 1848r. jednak przyniosła głębsze zmiany polityczne i społeczne. Na naszym podwórku znamy historię zrywu roku 1980. Niby zwyciężyło stare, zmiany zostały zatrzymane, ale czas dał odpowiedź. Nie można zatrzymać zmian. Można je tylko spowalniać.

Boimy się nowego. Taka nasza natura. Schowani w skorupie jako takiego bezpieczeństwa, a ponad wszystko realnej albo częściej wymyślonej strefy komfortu, łypiemy jednym okiem na toczący się walec przemijania i zamiast robić wszystko by przejąć jego kierownicę. Obgryzamy w napięciu paznokcie w nadziei, że jeszcze tym razem nas nie rozjedzie. Ale mimo tego naturalnego lęku, jako ewangelicy, przynajmniej raz w roku, 31 października, powinniśmy zadawać sobie pytanie i szukać odpowiedzi jak mamy zmieniać Kościół?

Czy jest sens podróżować starym parowozem, który podziwiamy za kunszt wykonania i dostojeństwo ruchu, ale do którego wagonów nikt nie wsiada, bo poza zacną historią w niczym nie dorównuje innym pociągom. Stary parowóz jest fantastyczny, ale nijak się ma do kolei dużych prędkości. I mimo całego sentymentu, gdy przyjdzie nam wybierać się w podróż z Wrocławia do Warszawy, to wybierzemy opcję niespełna czterogodzinną, a nie 10-godzinną. I będzie to wybór logiczny i oczywisty, mimo całej sympatii do starych parowozów. Parowozów, na które nie będziemy żałować środków, ale już tylko w muzeum kolejnictwa.

Nikt nie przyszywa łaty z nowego sukna do starej szaty, bo inaczej łata obrywa nowe od starego i rozdarcie staje się większe. Nikt też nie wlewa młodego wina do starych bukłaków, bo inaczej wino rozsadzi bukłaki i wino i bukłaki zniszczeją. Lecz młode wino należy lać do młodych bukłaków. Mk 2,21-22    

Jezus mówi o młodym winie… Nie mówi, że stare wino jest złe. O nie. Jest często lepsze od młodego, ale bez dopływu młodego, stare się wyczerpie i nie będzie wina wcale. Młode jest więc konieczne, tylko nie wolno go wlewać do starego bukłaka, do starej beczki. Dlatego przesłaniem dla dzisiejszego Kościoła jest przesłanie Reformacji – ciągła, staranna zmiana i odnowa. Mimo lęków i mimo obaw.

Przede wszystkim zmiana języka, zmiana komunikacji. Używamy wciąż wielu słów, które są poza Kościołem kompletnie niezrozumiałe, których poza Kościołem się nie używa: zbawienie, nawrócenie, Królestwo Boże, grzech itd.

To piękne i głębokie słowa, ale dla wielu dziś, są słowami obcymi i magicznymi. Musimy je objaśniać, zastępować i reinterpretować. Nie ma wyjścia. Nie przekonamy i nie zachęcimy nikogo treścią, której nie rozumie. Po prostu musimy odejść od abstrakcyjności naszych pojęć.

Nie możemy również wciąż pozostawać powierzchowni, tzn. pomijać uwarunkowania społeczne i ekonomiczne. Przecież nie działamy w społecznej próżni. Jezus doskonale to rozumiał w czasie swego ziemskiego nauczania.

Nie wolno nam się obrażać na naukę i jej treści. Rozwój nauk przyrodniczych nie jest żadnym zagrożeniem dla chrześcijaństwa i warto to powtarzać. Tak jak powinniśmy reinterpretować nasz język, tak warto słuchać nauki i rozgłaszać moc Boskiego błogosławieństwa, które pozwala nam odkrywać nowe planety i nowe lekarstwa, a także na nowo odkrywać biblijną treść, już nie jako dosłowny podręcznik historii Świata, ale jako ponadczasową instrukcję dobrego, bezpiecznego i spełnionego życia, które właśnie takie, może się stać tylko w realizacji nauk Jezusa z Nazaretu.

I wreszcie jako reformujący się Kościół, powinniśmy odważnie nazywać realne zagrożenia. To będzie właśnie przestanie byciem powierzchownym. Agresja, przemoc – także domowa, dezinformacja, oraz afirmacja ignorancji i nieuctwa. To są realne zagrożenia, z którymi sobie kompletnie nie radzimy, wynikające z kompletnie przestarzałego sposobu nauczania – także religii- niedojrzałość i nieprzygotowanie do roli męża, żony, matki i ojca, powodują lawinę zdrad, rozwodów i separacji, których największymi ofiarami są dzieci.

Musimy zacząć to odważnie nazywać i nie ulegać pokusie łatwego szukania winnych naszych zaniedbań i naszych niepowodzeń.

To nie sekularyzacja, która jest częścią rozwoju społeczeństw, ani żadne wyimaginowane, nieistniejące ideologie, ale nasz egoizm, nasza chciwość, także jako Kościoła, nasz brak rzetelności w nauczaniu i brak wiarygodności przekazu zagrażają naszej przyszłości.

I wreszcie na koniec pokusa stara jak Kościół. Spółka z Państwem. My o was tylko dobrze, a wy nam za to materialne bezpieczeństwo. I nie udawajmy, że to dotyczy tylko największego kościoła w kraju nad Odrą i Wisłą. Na własne uszy słyszałem duchownego, przekonującego mnie, że chętnie stanąłby po stronie atakowanych, tylko że strasznie chce zostać oficerem i w związku z tym lepiej nie.

Gdy wyglądam dziś za okno i widzę wielki społeczny ruch, który stawia władzy granicę, to myślę sobie, że Kościoły powinny to zrobić już dawno. I nie zrobiły. Wstyd mi za to. I nie o aborcję tu chodzi, ani podważanie wyników wyborów, ale nasze, tak tak, nasze kościelne, intelektualne i etyczne ubóstwo.

Zlizywanie okruchów ze stołu pańskiego, jakim jest nasze przymilanie się do władzy za resztki etatów, dotacji, grantów i subwencji odbiera nam wiarygodność. I biję się również we własną pierś. Nie potrafiliśmy, lub nie chcieliśmy stawiać władzy granicy i dziś to nie kościoły, a ludzie na ulicy, ratują naszą wspólnotę przed dyktatem nie skrępowanego cynizmu i populizmu.

Czy to nie było naszym zadaniem?

ks. Tomasz Stawiak


ks. Tomasz Stawiak jest proboszczem Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Jaworze.


3 thoughts on “Reformacja – odwaga do zmian

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *