O problemach trzeba mówić, nie można się bać

25 kwietnia 2019, Redakcja

Może gdzieś w naszym Kościele są ludzie skrzywdzeni i poniżeni niegodziwym zachowaniem duchownego, opiekuna na obozie, prowadzącego ewangelizację… Tym osobom – pokrzywdzonym – trzeba umożliwić wypowiedzenie tej krzywdy i podjąć środki zaradcze – przekonuje Łukasz Cieślak, członek Synodu Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP.


Jesteś jednym z najmłodszych synodałów i zgłosiłeś wniosek, aby Synod Kościoła zainteresował się kwestią pedofilii. Właściwie dlaczego?

Przede wszystkim traktuję moją obecność w Synodzie Kościoła jako zadanie, żeby wykonywać tam taką pracę, na jakiej się znam. A że z wykształcenia jestem prawnikiem, staram się działać na polu regulacji prawnych, które moim zdaniem są potrzebne. Problem poruszony w moim wniosku jest szerszy niż pedofilia, bo dotyczy nadużyć seksualnych w ogóle. Z jednej strony nie byłem obojętny na film „Kler”, który pokazał, jakim złem jest nadużywanie swojej pozycji w Kościele. Z drugiej strony uważam, że o problemach trzeba mówić i być przygotowanym, że mogą wystąpić. Stąd mój pomysł na stanowisko Synodu Kościoła, które pokaże, że nie boimy się mówić o tym, co może nie być chlubą naszego Kościoła

Ale czy wtedy nie istnieje niebezpieczeństwo, że Kościół popadnie w informacyjna bieżączkę i ilekroć coś się będzie działo albo ktoś nakręci jakiś film, powstanie konieczność zajmowania stanowiska?

Jestem sceptyczny wobec zajmowania stanowiska przez Synod Kościoła w każdej możliwej sprawie. Trzeba znać swoje miejsce i swoją rolę. Podobnie krytycznie patrzę, gdy rady gmin czy powiatów wypowiadają się o sprawach, które nie leżą w ich kompetencjach. Ze sprawą nadużyć seksualnych jest trochę inaczej – nie chodzi tu o reakcję na film, ale o dostrzeżenie, że może gdzieś w naszym Kościele są ludzie skrzywdzeni i poniżeni niegodziwym zachowaniem duchownego, opiekuna na obozie, prowadzącego ewangelizację… Tym osobom – pokrzywdzonym – trzeba umożliwić wypowiedzenie tej krzywdy i podjąć środki zaradcze.

I ukarać?

Karanie jest zawsze tym, co pierwsze przychodzi na myśl. Projekt stanowiska Synodu Kościoła zakłada skierowanie osób zgłaszających przypadki nadużyć do Centrum Mediacji i Poradnictwa Kościoła. To podmiot mogący zapewnić profesjonalne i godne podejście do tematu. Karanie ewentualnego sprawcy ma dwie postaci: na gruncie postępowania dyscyplinarnego wewnątrz Kościoła i na gruncie prawa karnego państwowego. Nie ukrywam, że moją intencją jest, by w ślad za ewentualną karą orzeczoną przez sąd powszechny szła kara dyscyplinarna dla sprawcy.

W jaki sposób i kto będzie uznawał określone zachowania za niegodziwe i nieobyczajne?

W przypadku czynów przestępczych na gruncie Kodeksu karnego będzie to prokurator i sąd. Na gruncie przepisów dyscyplinarnych naszego Kościoła – rzecznik dyscyplinarny i Sąd Dyscyplinarny.

Czy w Twojej ocenie brak obowiązkowego celibatu w Kościele ewangelicko-augsburskim i innych Kościołach (po)reformacyjnych sprawia, że wspólnoty te są mniej podatne na niewłaściwe zachowania w obszarze seksualności?

Myślę, że nie ma tu prostej odpowiedzi. Zgadzam się z tezami stawianymi przez Frederika Martela w książce „Sodoma”, że celibat narzucany odgórnie umożliwia wielu osobom ukrycie swojej seksualności. Niestety pod tym płaszczykiem często kryją się także osoby o zaburzonej sferze seksualnej. Jednak zaburzenia w zakresie popędu seksualnego nazywane pedofilią nie są zależne od tego, czy się jest w związku małżeńskim. Podobnie bycie żoną czy mężem nie chroni automatycznie przed pokusą wykorzystania swojej pozycji zawodowej czy społecznej i np. molestowaniem współpracowników czy współpracowniczek… Więc powiedziałbym, że brak celibatu w naszym Kościele i innych Kościołach protestanckich, ale też np. w Kościele prawosławnym, nie wyklucza możliwości istnienia nadużyć seksualnych i w naszym środowisku.

To może demokratyczne struktury władzy chronią nas lepiej niż te hierarchiczne?

Tu widziałbym niewątpliwy plus po stronie Kościołów ewangelickich. Oczywiście i do naszego Kościoła wkrada się klerykalizm, ale mimo tego wciąż duchowni mają świadomość swojej służebnej roli wobec wiernych. Są też pod stałą kontrolą ciał takich jak rady parafialne czy synody, gdzie nie brakuje osób nieduchownych, które nie poprzestają na potakiwaniu księdzu. Taki ustrój Kościoła wymusza wzajemny szacunek i – miejmy nadzieję – utrudnia wykorzystywanie swojej pozycji przez niektórych.


Łukasz Cieślak, mieszka we Wrocławiu. Członek Rady Parafialnej Parafii Ewangelicko-Augsburskiej Opatrzności Bożej we Wrocławiu, a także członek Synodu Diecezji Wrocławskiej; delegat do Synodu Kościoła XIV kadencji, zastępca przewodniczącego Komisji ds. Prawnych Synodu. Sędzia Sądu Dyscyplinarnego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Ukończył wyższe studia prawnicze na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. Zawodowo związany z organami administracji publicznej, sądownictwem administracyjnym i sferą kontroli państwowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Aby wykorzystać treść lub jej fragmenty należy otrzymać pozwolenie redakcji!