Co spowodowało, że zaangażowała się pani w działalność publiczną – zobowiązania rodzinne Labuszów czy odkrywanie własnej pasji?
Może nie zobowiązanie, ale przywiązanie do rodzinnej tradycji. Moi przodkowie już w XIX wieku byli zaangażowani społecznie, głównie na rzecz polskości Warmii i Mazur oraz poprawy jakości życia biedniejszych mieszkańców. W domach Labuszów zawsze rozmawiało się o polityce, tak już zostało do dziś. Oczywiście nie tylko rozmawiało. Mój pradziadek Bogumił Labusz utworzył Bank Spółdzielczy w celu pomocy rolnikom, Gazetę Mazurską, Bibliotekę Polską, która mieściła się w naszym domu.
Ponieważ Mazurzy byli ewangelikami, działalność Labuszów była silnie związana z Kościołem ewangelickim. Można powiedzieć, że środowisko definiowało się bardziej przez wyznanie niż czynniki narodowe i etniczne. Na Warmii i Mazurach przedstawiciele różnych narodowości zgodnie ze sobą koegzystowali, a podstawą wspólnej tożsamości było wyznanie ewangelickie. Kiedy jednak władze pruskie zabroniły posługiwać się językiem polskim podczas nabożeństw, mój pradziadek bardzo zaangażował się w walkę o utrzymanie polskości na Warmii i Mazurach. Tak rozpoczęła się historia, której również jestem częścią.
Z pochodzenia jest pani Mazurką…
…jestem Polką. W Sejmie pracuję na rzecz całego kraju, ale najbliżej mi do Warmii i Mazur, mojego regionu, mojej małej ojczyzny. To zresztą chyba oczywiste. Oczywiście z dumą myślę o swoich korzeniach. Przy każdej okazji mówię głośno, że mam mazurskie pochodzenie, bardzo interesuję się trudną historią regionu i staram się upowszechniać tą wiedzę. Polacy za mało wciąż wiedzą o silnym zaangażowaniu Mazurów, między innymi mojego dziadka Bogumiła Labusza, w kampanię plebiscytową na rzecz przyłączenia Mazur do Polski. Za mało też mówi się o dyskryminowaniu Mazurów w latach powojennych przez władzę ludową, traktowaniu polskich patriotów jako „elementu politycznie niepewnego”, konfiskowaniu ziem. Także dlatego, że byli ewangelikami. Na szczęście mojej rodzinie udało się wytrwać w wierze przodków.
Jednak mówi pani oficjalnie, że nie miesza Boga do polityki
Tak, bo uważam, że to prostu nie przystoi. Nie chcę mieszać sfer sacrum i profanum. Dlatego w pełni świadomie zrezygnowałam ze słów „Tak mi dopomóż Bóg” podczas zaprzysiężenia poselskiego. Wywołało to buczenie na sali. Patrząc jednak na poziom dyskusji politycznej w Sejmie myślę, że powoływanie się na Boga nie ma większego wpływu na uczestników i jakość debaty.
Czy w pani rodzinie byli duchowni?
Nie, chociaż ruch gromadkarski, który działał w XIX wieku jako mazurski ruch odnowy religijnej i sprzeciw wobec urzędowego Kościoła pruskiego, dotyczył w jakiejś mierze wszystkich rodzin, także mojej. Dystansowano się od księży z oficjalnego Kościoła, właśnie dlatego, że agitując za germanizacją i państwem pruskim mieszali się do polityki. Nabożeństwa odprawiano po domach. Ruch ten przypomniał powszechne kapłaństwo ochrzczonych i wydawał także znakomitych kaznodziejów.
Czy przynależność do Kościoła ewangelickiego przygotowała Panią do polityki?
To był z pewnością jeden z ważniejszych czynników. Bycie protestantem po 1945 roku było szczególnie trudne. My Mazurzy od najmłodszych lat uczymy się, że w życiu warto iść pod prąd, wyrabiamy w sobie odwagę i szacunek do pracy w warunkach głębokiej diaspory. Jako dziecko byłam jedynym uczniem wyznania luterańskiego w szkole. Nie była to komfortowa sytuacja, ale przeżycia zahartowały mnie, nauczyły dumy z własnej tożsamości.
A teraz jest pani jedyną luteranką w Sejmie…
Czasami wywołuje to zainteresowanie. Tak było na przykład przy zbieraniu podpisów pod wnioskiem do marszałka Sejmu o ogłoszenie roku 2017 Rokiem Reformacji. Niestety obecna większość sejmowa nawet nie dopuściła do rozpatrzenia projektu uchwały. Na co dzień nie chwalę się jednak swoją przynależnością wyznaniową, bo przecież nie o to chodzi. Myślę, że wynika to z naszej mazurskiej tradycji, w której o zagadnieniach religijnych raczej się nie mówiło. Można powiedzieć, że „Pana Boga się chowało”, nie ze wstydu czy niewiary, ale ze względu na osobisty, wręcz intymny wymiar tych spraw. Nie wchodziło się z Panem Bogiem pod rękę na sztandary. Mazurski protestantyzm był tak skromny, że nie godziło się opowiadać o wierze w przestrzeni publicznej. I tak pozostało do dziś. Pan Bóg jest w domu, kościele i – co najważniejsze – w sercu. Śpiewaj i módl się przy pracy, ale nie afiszuj się z religią na zewnątrz. Zdaję sobie sprawę, że może inaczej wyglądało to w innych częściach kraju, jednak ja wyrastałam w mazurskiej tradycji.
Jakie są pani pierwsze wspomnienia związane z Kościołem?
Moi rodzice bardzo chcieli mnie chronić przed ostracyzmem i niechęcią, których sami doświadczali. Natomiast moja babcia, Emma Labusz, cudowna kobieta, ewangeliczka najgłośniej śpiewająca w kościele, wywarła na mnie ogromny wpływ. To ona wytłumaczyła mi jeszcze w przedszkolu, co jest w życiu ważne: dokonywanie wyborów i konsekwencja, bez hamletyzowania i gdybania. Mówiła „gdy powiedziałaś „a”, to trzeba powiedzieć „b”. To ona była moim pierwszym przewodnikiem w sprawach wiary. Gdy dzieci w rzymskokatolickich rodzinach chodziły w wielkopiątkowy wieczór spać, ona zabierała mnie do kościoła. W domu regularnie czytała mi Biblię i rozmawiała ze mną o Bogu.
Można powiedzieć, twarda kobieta, ówczesna feministka..?
Cóż, coś w tym jest. W mojej rodzinie zawsze było dużo aktywnych kobiet. Dziadek miał trzy siostry, wszystkie prowadziły własne gospodarstwa domowe, eksportowały, zarabiały pieniądze. Jedna z nich, Emilia Labusz, była nawet posłanką na sejm dzielnicowy w Poznaniu. Wszystkie były samodzielne i niezależnie, co na tamte czasy wymagało ogromnej odwagi i charyzmy.
Zbliża się 500-lecie Reformacji. Jak po mazursku i ewangelicku zaangażować się w obchody ważnej rocznicy?
Przede wszystkim powinniśmy się zastanowić nad naszym miejscem oraz relacjami z innymi Kościołami, głównie mniejszościowymi. Musimy też znaleźć sposób, by silniej docierać do wiernych. Kościoły protestanckie są odpowiedzialne za ludzi, to nie tylko nabożeństwo w niedzielę, ale szereg działań zbliżających do siebie i Boga. Warto też wyeksponować społeczną rolę naszego Kościoła polegającą na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego, zaufania i ducha współpracy, wzmacnianiu kompetencji miękkich, które w jakiejś mierze wypływają z protestanckiej mentalności. Zamknięcie się na świat i zachodzące w nim zmiany byłoby zwyczajnie nieodpowiedzialne. Rocznica będzie również dobrą okazją do przypomnienia roli ewangelików – patriotów w utrzymaniu polskości.
Urszula Pasławska – pochodzi z Biskupca. W latach 2012-2014 wiceminister Skarbu Państwa. W latach 2006-2012 była wicemarszałkiem województwa warmińsko-mazurskiego. Obecnie jest posłem na Sejm VIII Kadencji z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego. Poseł Pasławska jest prawnuczką Bogumiła Labusza, założyciela Mazurskiej Partii Ludowej, oraz wnuczką Bogumiła Labusza, uczestnika kampanii plebiscytowej za przyłączeniem Mazur do Polski. Należy do Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Sorkwitach.